Sunday, July 10, 2011

Bez dogmatu!

Dogmat jest jakimś twierdzeniem, jakąś "prawdą", która nie podlega dyskusji. Zwolennicy danego dogmatu uważają, że jest on "oczywiście-że-prawdą", nie rozumieją "jak można w to nie wierzyć", nie widzą, a raczej nie chcą widzieć innej opcji.

Dogmatyzm jest to "tendencja do uznawania czegoś za słuszne na zasadzie ślepej wiary [...] Na płaszczyźnie teoretycznej przeciwieństwem dogmatyzmu jest sceptycyzm; w praktyce życiowej jego zaprzeczeniem jest empiryzm [...] Dogmatyzm cechuje ukryta nietolerancja i fanatyzm" (według Słownika filozofii; Didier Julia; wyd. Książnica)

Obserwuję świat, wiele lat spędziłem w bliskiej relacji z chrześcijanami i, w świetle tego, co widziałem, trudno mi się nie zgodzić z tą słownikową definicją. Nie jestem dogmatykiem. Byłem, ale już nie jestem. Dojrzałem. Zmądrzałem. Wyrosłem z tego. Dzisiaj wyznaję to, co wyróżnione zostało grubą czcionką: sceptycyzm w sferze teorii, empiryzm w obszarze praktyki.

Moje pierwsze starcie z chrześcijańskim ślepym dogmatyzmem opisuje poniższe wydarzenie.

Siedziałem sobie z grupą młodych ludzi i miałem zacząć z nimi spotkanie poświęcone rozważaniom etyki chrześcijańskiego życia. Zapytałem ich:
- Czy Biblia jest prawdą? Kto z Was tak uważa, niech podniesie rękę do góry.
Nie zdziwiłem się, kiedy zobaczyłem "las rąk", każdy wyraził swoją wiarę w prawdziwość Biblii.
Potem zadałem następne pytanie:
- Kto z Was przeczytał całą Biblię?
Tu już nie było entuzjazmu. Na twarzach wielu pojawiło się zastanowienie. Kilka osób podniosło niepewnie rękę. Zwróciłem się do pierwszej z brzegu osoby, która ręki nie podniosła i zapytałem:
- Jeżeli nie przeczytałeś całej Biblii, to skąd możesz wiedzieć, że jest prawdą???
Nie odpowiedział mi, ale ja i tak znałem odpowiedź. On wie, że Biblia jest prawdą, bo założył to z góry, przyjął dogmat. Nawet gdyby dojrzał sprzeczności, nieścisłości historyczne i tak wierzyłby, że Biblia jest prawdą, bo jest to jego dogmat. Jakże głupie to jest! Jakże nie przystoi myślącym ludziom! A jednak jakże wielu jest takich ludzi, którzy w ten sposób rozumują...

Dla mnie nie ma dogmatu. Żadnego! Nawet istnienie Boga nie jest dla mnie dogmatem. Nie jestem człowiekiem, który uznaje, że Bóg jest, bo przecież jest. Poznaję go empirycznie i na łamach tego bloga mam zamiar dzielić się swoimi doświadczeniami w tym zakresie.

Biblia nie jest w 100% prawdą. Wiem, że jeśli jesteś chrześcijaninem i to czytasz, odczuwasz ból, gniew i rozgoryczenie. Ale taka jest prawda. W Biblii jest sporo niezgodności historycznych, sporo rzeczy sprzecznych z naukową prawdą o świecie. Tak, Biblia jest bezbłędnym źródłem moralności oraz znajomości Boga i świata nadprzyrodzonego, ale nie jest bezbłędna. Po prostu nie jest. Napisana została przez omylnych ludzi dla omylnych ludzi.

Na łamach tego bloga nie ma więc miejsca dla dogmatu. Nie ma tu miejsca dla dewocji i fanatyzmu. Nie ma tu miejsca dla pogardy wobec myślących inaczej. Jeśli reprezentujesz te cechy i chcesz czytać tego bloga, do zostaw je w kieszeni, bo nie dostaniesz w komentarzach pola do popisu...

Wednesday, July 6, 2011

Bellum omnium contra omnes...

Jezus powiedział:

I już nie jestem na świecie,
lecz oni są na świecie,
a Ja do ciebie idę.
Ojcze święty,
zachowaj w imieniu twoim tych,
których mi dałeś,
aby byli jedno, jak my.

Ewangelia Jana 17:11 (Biblia Warszawska)

Jezus bardzo chciał, aby chrześcijanie byli jak jeden naród, rozumiejący się nawzajem, dostrzegający wspólny cel, zjednoczony w jego osiąganiu.

Szybko jednak pojawiła się grupa ludzi, która nazwała się "ortodoksją". Każdy kto myślał inaczej, był naznaczany jako heretyk, bez debaty, bez wysłuchania drugiej strony. "Ortodoksja" przejęła władzę i chciała panować niepodzielnie. Wybrała władzę centralną, określiła hierarchię bardzo podobną do rzymskiej i równocześnie bardzo różną od tej wskazanej przez Jezusa. Chrześcijaństwo stało się religią...

W 1054 roku chrześcijaństwo przeżyła Wielką Schizmę. Podzieliło się na kościół wschodni i zachodni.

W 1517 roku pewien człowiek chciał się wyłamać spod władzy "ortodoksji" zachodniej. Był to Marcin Luter. Stworzył ruch zwany reformacją. Chciał wrócić do źródeł, zmienić oblicze chrześcijaństwa. Czy mu się udało? Przyjrzyjmy się temu bliżej...

Luter zrobił "zadymę" w całej Europie. Wielu książąt i królów przeszło na protestantyzm. Zaczęły powstawać protestanckie ośrodki teologiczne, uniwersytety. Reformacja rozprzestrzeniała się w niezwykle szybkim tempie...

Jednak Kościół Rzymskokatolicki postanowił odpowiedzieć. Wybuchła kontrreformacja. Chrześcijanie, który mieli stanowić jedność, zaczęli ze sobą walczyć!

Czy na tym koniec? O nie, to dopiero mały początek...

Ruch protestancki szybko zaczął pękać. Wyłaniały się kolejne grupy, które oddzielały się od głównego nurtu protestanckiego i tworzyły swoje własne kościoły. Oczywiście nie zabrakło przemocy ze strony protestanckiej "ortodoksji"...

Co widzimy dzisiaj w 2011 roku? Zróbmy mały przegląd tego, jak wygląda dzisiaj chrześcijańska jedność...

Generalnie wszyscy protestancki wierzą w tzw. "zbawienie z wiary", ale różnie to pojęcie pojmują. Jedni wierzą w "utracalność zbawienia", a inni w to nie wierzą. Jedni wierzą w Tysiącletnie Królestwo, inni nie. Ci, którzy wierzą dzielą się na premillenarystów i postmillenarystów i nonsensem byłoby tłumaczyć, na czym polega różnica. Aha, jest jeszcze podział na tych, którzy wierzą, że kościół przejdzie przez tzw. "wielki ucisk" oraz na tych, którzy wierzą, że Chrystus zabierze kościół zanim nadejdą najtrudniejsze czasy, już nie wspominając tych, którzy oczekują Mesjasza w połowie "wielkiego ucisku". Dla jednych dary duchowe w postaci proroctw i glossolalii przeminęły, inni wierzą w nie i praktykują. Jest też niezliczona ilość różnic w dziedzinie obyczajowości, których nie mam zamiaru roztrząsać...

Jest jednak jeszcze coś gorszego, a mianowicie, jak ja to nazywam, DENOMINACJONALIZM (denominacja to inne określenie "związku wyznaniowego"). Jest to odmiana nacjonalizmu, tylko że dotyczy przestrzeni wyznaniowej. Otóż znam chrześcijan ewangelicznych wg których kościoły zielonoświątkowe są odstępcze. Niemało moich znajomych zielonoświątkowców nie pozostaje dłużnikami i nazywają kościoły ewangeliczne "martwymi", "skostniałymi'.

I jest jeszcze gorsza rzecz - większość denominacji jest w 100% przekonana, że jest biblijna, a inne biblijne nie są. Ale czy kościoły, spośród których jeden wierzy w utracalność, a drugi nie, mogą oba być w 100% biblijne?

A teraz wyjaśniam, co oznacza tekst "Bellum omnium contra omnes", który został zamieszczony w tytule:

Wojna wszystkich przeciwko wszystkim

To jest moja definicja dzisiejszego chrześcijaństwa. Jest to stan będący zaprzeczeniem biblijnego wzoru. I właśnie dlatego rok temu złożyłem "broń", wycofałem się z tej bezsensownej walki, odszedłem na odludzie i wypełniły się w moim życiu słowa: "Gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta"