Tuesday, December 6, 2011

Dialekt chrześcijański

Każdemu, kto kiedykolwiek zetknął się z chrześcijanami ewangelicznymi, napewno podrażnił ucho specyficzny język, którego oni używają. Zamiast słowami "dzień dobry" z pewnością został przywitany zwrotem "chwała Panu" (przy czym nie chodzi tu o to, że chwałę oddaje się temu panu, do którego się to mówi, ale Bogu) lub "chwała Bogu". Napewno ktoś go pochwalił, że "przyszedł na społeczność". W pieśniach, które śpiewano nie zabrakło takich słów jak "weźmij", "dziatwa" i innych tego typu. Potem jakiś człowiek "zwiastował słowo" o "uświęceniu", "jarzmie grzechu", życiu "według zakonu". Mówił także o modlitwie, że czasem możemy mieć "suchy czas". Wielu podziękowało pewnie za "zwiastowanie". Ktoś również "powiedział świadectwo" o tym, jak to żył w "tym świecie", w sercu miał "pustkę", . Potem Jezus "zapukał do jego serca", on się "upamiętał", "złożył swoje brzemię pod krzyżem". Następnie "przyjął Jezusa do swojego serca", a Bóg go "obmył" z jego win, w skutek czego miał "pokój w sercu" oraz "odpocznienie". Ktoś inny być może "podzielił się świadectwem", jak to "miał na sercu", aby "wstawiać się" swoimi "zgubionymi" znajomymi. Na koniec nabożeństwa napewno wielu podziękowało za "dobry czas". Sporo było też takich, których "dotknęło słowo" i prosili o "zwycięstwo w świecie myśli". Ktoś zapewne pomodlił się o to, by Bóg "rozpuścił" zgromadzenie bezpiecznie do domów. Po spotkaniu zaproponowano ci wręczenie "traktatu", ty zawahałeś sie, bo myślałeś, że będziesz musiał przeczytać jakieś spore dzieło, ale po chwili uspokoiłeś się, kiedy zrozumiałeś, że ów "traktat" to skromna ulotka i zapoznasz się z nią w ciągu maksymalnie kilku minut.

Jak widzisz na tym skromnym przykładzie dialekt chrześcijański to mieszanka archaizmów, dziwnej gramatyki, kalek językowych i zawiłych metafor pojawiających się z niezwykłą wręcz częstotliwością. Uderzające jest również stosowanie znajomo brzmiących słów, które jednak dla chrześcijanina znaczą zupełnie co innego.

Zastanawiam się tylko, czemu służy stosowanie tej śmiesznej nowomowy. Wydaje mi się, że jest to po prostu werbalny przejaw tego, że ewangeliczni chrześcijanie czują, a wręcz kochają się czuć inni niż reszta świata. Ten sposób mówienia jeszcze podkreśla tą inność. Innym powodem jest fakt, że polskie tłumaczenia aż roją się od dziwnych sformułowań i przestarzałych słów. Kiedy się często czyta takie teksty ich leksyka przenika do naszego słownika. Najgorzej jest, jeśli ktoś czyta Biblię Gdańską, z powodu jej rzekomej dokładności. Można się z niej dowiedzieć na przykład, że pewnego dnia "wyszła z Syrii swawolna kupa, która pojmała z ziemi Izraelskiej dzieweczkę nie wielką, a ta służyła żonie Naamanowej" (2 Król. 5:22 BG).

Chrześcijanie, zwracam się do Was z apelem:


Czy możecie zacząć mówić normalnie?


Z pewnością wszyscy na tym zyskają...