Sunday, July 6, 2014

Chrześcijaństwo w książce "Kamień Przeznaczenia" Barbary Wood

Jakiś czas temu na półce z książkami w jednym z marketów znalazłem fascynującą książkę pt. "Kamień Przeznaczenia" autorstwa Barbary Wood. Długo czekałem na taką lekturę. Szukałem powieści, która nie będzie fantastyką, a jednocześnie jest fabuła będzie głęboko metaforyczna, a autor poprzez historię, którą opowiada, będzie mnie pouczał. "Kamień Przeznaczenia" posiada wszystkie te właściwości.

Jeden z rozdziałów, które tutaj nazywane są Księgami, opowiada historię rzymskiej arystokratki - Amelii. Przyjaciółka bohaterki - Żydówka z urodzenia, nawraca się na chrześcijaństwo. Ich przyjaźń wciąż trwa, pomimo że Amelia wciąż pozostaje poganką. Uczęszcza jednak na spotkania organizowane przez wyznawców Jezusa, słucha ich modlitw, jest świadkiem nawróceń, chrztów. Wspólnotę w Rzymie odwiedzają apostołowie Piotr i Paweł. Amelia nie czuje się jednak przekonana przez ich naukę. Piotr skupia się na kwestii przestrzegania Prawa Mojżesza i tradycji, Paweł zagłębia się w zawiłe kwestie teologiczne. W końcu następuje przełom. Grupę chrześcijan odwiedza kobieta, która była świadkiem publicznej działalności Jezusa z Nazaretu, widziała Jego cuda, słuchała Jego nauk, widziała Jego codzienne życie. Tą kobietą jest Maria z Magdali, zwana Marią Magdaleną. Na spotkaniu wspólnoty opowiada ona po prostu o Jezusie. Amelia doznaje wtedy swego rodzaju objawienia. Wyobraża sobie wszystkie sceny opisywane przez mówczynię. Daje się ochrzcić i zostaje uczennicą Jezusa.

Bardzo spodobał mi się ten fragment. Pokazuje on inną stronę chrześcijaństwa, oblicze które ostatnio bardzo polubiłem. Znakomita większość chrześcijan, których znam to teologowie. Nie chodzi mi o to, że mają ukończone szkoły i są uczonymi. Mam na myśli ich sposób pojmowania Ewangelii. Biorą Biblię, czytają fragment, rozkładają go na czynniki pierwsze, rozważają zdania, pojedyncze słowa. Analizują, analizuję i analizują. Wyciągają wnioski. To wszystko jest niezwykle suche i bez życia. Amelii coś takiego nie poruszało. Wstrząsnęła nią natomiast zwykła, prosta, ale niezwykle żywa historia o życiu Jezusa opowiedziana przez kobietę. Relacja Marii Magdaleny narysowała w sercu Amelii Jezusa tak jakby był przy niej. To zmieniło serce rzymskiej arystokratki. Tym właśnie powinno być chrześcijaństwo: codziennym ożywianiem Jezusa w sercach wyznawców.

W międzyczasie autorka "Kamienia Przeznaczenia" opisuje, jak wyglądało chrześcijaństwo w swoich początkach w Rzymie. Nie była to jednolita, spójna nauka. Nie było katechizmu, z którego płynęła jedna, normatywna nauka, w którą każdy był zobowiązany wierzyć. Wśród chrześcijan krążyło wiele różnych nauk. Nie byli zgodni co do wielu kwestii. Doktryny wzajemnie się przenikały, uzupełniały, dyskutowano o nich. Nie przeszkadzało to jednak chrześcijanom żyć w jedności, spotykać się razem, nie rodziły się gwałtowne spory. Dzisiaj jest inaczej. Mamy setki różnych wyznań, które niestety nie potrafią się zjednoczyć. Każdy uważa, że prawda jest po jego stronie i nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że jednocześnie każdy zwalcza odmienne opinie.

Pierwsi chrześcijanie nie mieli tego problemu. Zacząłem się zastanawiać, dlaczego. Zdałem sobie sprawę, że było tak, ponieważ najważniejsza nie była dla nich doktryna teologiczna, tylko życie, jakie przyniósł z nieba Mesjasz. Cieszyli się wzajemną relacją, wspólnotą, wiarą, nadzieją, miłością, Bożą opieką, przebaczeniem. To było najistotniejsze. Zgodnie z tym, czego uczył Jezus "nie przecedzali komara, połykając przy tym wielbłąda", co robią dzisiejsi chrześcijanie. Drobiazgowo analizują doktryny, a zatracają przy tym to, co w chrześcijaństwie jest najważniejsze.

Wszystkim chrześcijanom życzę, aby mieli to, co mieli ich bracia i siostry w wierze w samych jej początkach...


No comments:

Post a Comment